Skocz do zawartości
dskrzypczak

problem z ó w edytorze

Polecane posty

Piszę sobie i jest jakieś dóże ó, to nic że z błędem ó ó ó i jeszcze raz ó

Edytowano przez dskrzypczak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak Kościół szerzy nienawiść do ateistów

Ateiści zdają się być dziś jednym z większych problemów dla Kościoła. Przedstawiani są jako wrogowie ludzkości, "cywilizacja śmierci", podludzie, społeczne szkodniki. Dlaczego tak jest?

Ateiści zazwyczaj nie mają mentalności związanej doktryną jak wyznawca religii (nawet własnowierca ma często religijne naleciałości światopoglądowe). Walka o umysły ludzi całkowicie inaczej wygląda, gdy walczy się z ideą innego boga (którego zawsze można mniej lub bardziej absurdalnym argumentem ukazać jako fałszywego) a inaczej z jego całkowitym brakiem. Ateistów więc trudno nawracać a sami oni mogą wprowadzać wiele wątpliwości w wyznawcach religii. Walcząc o swoje prawa przyczyniają się także do zmniejszenia wpływów i autorytetu Kościoła. Dodatkową bolączką dla kleru jest być może to, że ateista nawet nie jest "własnością" konkurencyjnej religii, a będąc wolnym jednocześnie nie może się stać "własnością" Kościoła.

Kościół wzniecał strach i przygarniał do siebie ludzi różnymi absurdalnymi wymysłami. Nic więc dziwnego, że w walce z ateistami nie zachował się lepiej - nie użył merytorycznych argumentów, nie zachował minimum taktu. Tak więc jego metodami tu są: szerzenie propagandy, fałszywych stereotypów, tworzenie podziałów, podżeganie do nienawiści, sianie fałszywych informacji.

Na tym blogu skomentowałem już kilka co "ciekawszych" tekstów księży odnoszących się do ateizmu i ateistów.

Były teksty księdza Dziewieckiego - który głosił, że ateiści to istoty niezdolne do miłości i wierności, które powinny przepraszać za cudze zbrodnie tzn. zbrodnie komunistów ([-1-], [-2-], [-3-]).

Były teksty księdza Sorkowicza - który starał się ciągle wyśmiewać ateistów i obrzucać ich obelgami ukrytymi w cytatach, powtarzając jacy to z ateistów idioci, zaś z katolików robił ofiary "plujących im w twarz" ateistów oraz antyklerykałów ([-1-], [-2-])

Było też paru księży anonimowych (prowokatora udającego księdza od księdza prawdziwego da się odróżnić - choćby obserwując czas pisania i tematykę).

Ksiądz, który uważał, że każdy kto się z nim, nie zgodzi jest "głupi i pyszny", który najprawdopodobniej w końcu ze wstydu przed samymi katolikami usunął swój blog.

Ksiądz, który głosił, że ateista nie może być dobrym człowiekiem a kto odrzuca Boga, wyrzuca z siebie wszelkie dobro.

Ksiądz, który pisał o tym, że ateizm to wiara w nieistnienie Boga, jawił swój wypaczony obraz nauki jako prawdziwy i ułożył nawet ateistom szyderczą modlitwę za nich samych.

Katolicy często nienawidzą ateistów a księża właśnie tą nienawiść indukują. Starają się ośmieszyć ateistów. Pokazują, że można ich obrzucać obelgami do woli - i jest to moralnie poprawne. Szerzą oszczerstwa i wypaczają wizerunek ateisty - każdy ateista to człowiek bez zasad, komunista, człowiek niezdolny do miłości, agresywny, chcący zwalczać każdego, kto wierzy w Boga. Szerząc antypatię, nienawiść starają się zaostrzyć podziały między ateistami a katolikami czy w ogóle chrześcijanami.

Księża gardzą ateistami lub przynajmniej starają się sprawiać takie wrażenie, by dawać wiernym odpowiedni przykład. Jeżeli gardzą, to dlaczego? Ateiści mogą wprowadzać zwątpienie i stawiać katolików w niezręcznych sytuacjach (brak argumentów), tym samym odbierając księżom autorytet a za tym - władzę nad umysłami.

Ta nienawiść jest podejrzanie powszechna i przejawia się w dość jednolity sposób. Nie może więc to być tylko indywidualna postawa poszczególnych księży - jak to niektórzy sugerują. Postawa Kościoła wobec ateizmu przejawia się w samym katolickim nauczaniu. Już samo odrzucenie Boga jako największy grzech - większy niż morderstwo - budzi niezdrowe sugestie. Jest to nie tylko coś widzianego negatywnie, ale też coś, co według katolickich wierzeń prowadzi człowieka na potępienie.

Prawo kanoniczne, kan. 211 zaś mówi: "Wszyscy wierni mają obowiązek i prawo współpracy w tym, aby Boże przepowiadanie zbawienia rozszerzało się coraz bardziej na wszystkich ludzi każdego czasu i całego świata". Katolik więc jest zobowiązany i ma moralne prawo narzucać się ateistom (nigdzie nie sprecyzowano gdzie kończą się granice tego "rozszerzania") celem ich nawrócenia. Czasem mógł nawet zwalczać ich, by nie prowadzili ku zwątpieniu innych (czym Tomasz z Akwinu usprawiedliwiał nawet zabijanie).

Media katolickie, jeżeli piszą o ateistach, to zawsze w tym samym tonie - z wyrazami pogardy, pełne oszczerstw, fałszywych informacji, zniekształceń itp.

Wystarczy poczytać choćby takie artykuły jak:

"Nowy kulturkampf" Łukasza Kaźmierczaka (Przewodnik Katolicki);

"Wiara w niewiarę" Franciszka Kucharczaka (Gość Niedzielny);

"Ateizm, czyli urojona wizja człowieka" wspomnianego już księdza Marka Dziewieckiego (Przewodnik katolicki);

"O ateizującej depolonizacji" księdza Czesława Bartnika (Nasz Dziennik) - gdzie można przeczytać, że ateizm jest zagrożeniem dla polskości;

"Agresja ateistyczna" Jerzego Roberta Nowaka (Nasz Dziennik), gdzie mowa m.in. o Hitlerze jako ateistycznym ludobójcy;

"Państwo dla niewierzących?" Anny Paluch (Gość Niedzielny) gdzie potępia się ludzi, którzy chcą by w Irlandii ateiści mogli migli zostawać oficjalnie np. sędziami i składać niereligijną przysięgę (gdyby ateista chciałby zostać sędzią, to już w przysiędze musiałby oszukiwać powołując się na Boga);

"Życie wielostronnie zagrożone" ks. Jerzego Bajdy (Nasz Dziennik) - gdzie ateiści przedstawieni są jako ludzie niemyślący, którzy być może "marzą o złączeniu się ze światem zwierząt, ponieważ zwierzęta nie myślą";

"Jak trudno uwierzyć w rozum" - także Jerzego Bajdy (Nasz Dziennik), w którym mowa o tym, iż "(...) rząd powinien wypracować integralną i długofalową strategię, mającą na celu definitywne wyzwolenie Polski od hańbiących pozostałości komunizmu, socjalizmu, ateizmu, nihilizmu moralnego i innych obrzydliwości, które są skwapliwie popierane przez pewne urzędy Unii Europejskiej".

Ciekawych rzeczy uczy się o ateistach na lekcji religii. Na stronie Polityka.pl w artykule "WIERZ, boś nie zwierz" podano tego przykład.

"W cyklu podręczników pod redakcją ks. Tadeusza Śmiecha sporo miejsca poświęcono ekumenizmowi, rozumianemu jako szacunek dla innych wyznań i dążenie do przywrócenia jedności chrześcijan, ale bez dominacji jednego Kościoła nad innymi. Dialog z niewierzącymi natomiast zaczyna się od zdania, że „głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga”, okraszonego opowiastką o chłopcu, którego ateizm doprowadził do uzależnienia od narkotyków" (zainteresowanych odsyłam do samego artykułu, gdzie podano też parę innych interesujących faktów).

Sporą rolę w szerzeniu podziałów w Polsce odegrał tu papież, na temat którego propaganda mówi jako o siewcy miłości jednoczącym ludzi na świecie - Jan Paweł 2. Przykładowo w encyklice Centesimus annus jawi on ateizm jako pogląd prowadzący w nieunikniony sposób do budowy systemu komunistycznego, systemu odrzucającego godność osoby ludzkiej, traktującego ludzie jako kolektyw (co ciekawe JP2. nie zauważa tu, że sam traktuje ateistów jak kolektyw ujednolicając ich postawy i poglądy). W wizji JP2. ateista to marksista, ateizm w nieunikniony sposób prowadzi do właściwego dla komunizmu traktowania społeczeństwa, do socjalizmu itp.

"Jeśli zapytamy dalej, skąd bierze się ta błędna koncepcja natury osoby i „podmiotowości” społeczeństwa, musimy odpowiedzieć, że pierwszym jej źródłem jest ateizm. (...)

14. Te ateistyczne korzenie decydują też o wyborze środków działania właściwym dla socjalizmu, który zostaje potępiony w Rerum novarum. Mamy tu na myśli walkę klas."

Ateizm według JP2. ma także prowadzić do tego, że człowiek porzuca kierowanie się słusznością sprawy i prawem a staje się troglodytą używającym głównie siły:

"Walka klas w znaczeniu marksistowskim oraz militaryzm mają zatem te same korzenie: ateizm i pogardę dla osoby ludzkiej, które dają pierwszeństwo zasadzie siły przed zasadą słuszności i prawa."

JP2. ogólnie błędnie traktuje ateizm - jako jakąś ideologię, na której można zbudować doktrynę. Sugerują to słowa mówiące o tym, ze ateizm jest źródłem czegoś. Niestety, na braku wiary w coś nie można zbudować systemu. Niektórzy przyczepiliby się, że ateizm jest tak wiążący, bo brakuje ateistom np. katolickiego podejścia do człowieka. To jednak też błąd. W takich sytuacjach ateizm działa tak samo jak teizm zakładający istnienie bezosobowego, obojętnego na wszystko boga. JP2. więc całkowicie wypacza na potrzeby swojej propagandy, pojęcie ateizmu.

Politykę ewangelizacji prowadzoną przez Kościół JP2. także w tej encyklice usprawiedliwił:

"Głosząc człowiekowi Boże zbawienie (...) Kościół przyczynia się do ubogacenia godności człowieka. Nie może on nigdy zaniechać spełniania swojej religijnej i transcendentnej misji dla dobra człowieka, chociaż zdaje sobie sprawę, że jego dzieło napotyka dziś szczególne trudności i przeszkody. Oto dlaczego podejmuje wciąż nowymi siłami i nowymi metodami ewangelizację, która ma na celu rozwój całego człowieka."

Podejście JP2. do ateizmu obrazować mogą też słowa wypowiedziane 11 września 1984 roku w Montrealu, z których wynika, że ateizm to scjentyzm i materializm i chrześcijanin nie może pozostawiać dla niego miejsca w świecie:

"Wobec zachwianego systemu wartości chrześcijańskich, w sprawach zasadniczych, takich jak: zmysł i poczucie Boga Żywego, przyjęcie Ewangelii Jezusa Chrystusa, zbawienie przez wiarę, sakramenty Eucharystii i pojednania, sens ludzkiej miłości w małżeństwie, teologia ciała, szacunek do życia, solidarność z potrzebującymi - Kościół, a w nim biskup, kapłan, każdy chrześcijanin, nie może zgodzić się na milczenie; nie może ustąpić i usunąć się w cień, pod pretekstem, że trzeba zostawić miejsce dla pluralizmu prądów ideowych, z których wiele przenikniętych jest scjentyzmem, materializmem, czyli ateizmem".

Wiszący w miejscach takich jak państwowe szkoły krzyż, też ma szerzyć podziały. Umieszczony w centralnym miejscu tuż obok godła krzyż w instytucji państwowej sugeruje bowiem, że jest swoistym symbolem państwa. Państwo to zaś, z racji oznaczenia go obok godła, krzyżem - musi być katolickie. W ten sposób polskość jest bezpośrednio utożsamiana z katolicyzmem a Polak z katolikiem. Budzi to taka reakcję, że katolicy traktują państwo jak wyłącznie swoją własność. Ateista zaś - choć też Polak, mieszkaniec tego kraju - musi się czuć w Polsce jak gość, osoba gorszej kategorii, wyjęta spod pewnych praw i godności. To właśnie m.in. taki krzyż powoduje, że gdy np. sprzeciwiam się wydawaniu pieniędzy publicznych na kolejny przywilej dla Kościoła, budowę kolejnej świątyni czy pomnika papieża, katolik reaguje słowami: "jak się nie podoba to won z tego kraju".

Poprzez długotrwałą dominację Kościoła i jego uprzywilejowanie, jego propaganda zarówno rozpowszechniła w społeczeństwie wizerunek ateisty jako kogoś złego, jak i umocniła autorytet Kościoła wraz z wizerunkiem obrońcy moralności i sprawiedliwości.

Przez to, katolickie podżeganie do nienawiści jest społecznie akceptowalne czy niezauważane, a nawet polskie prawo jest w tym miejscu martwe. Wszak jeżeli "obrońca moralności i dobra" walczy z wrogami państwa czy nawet całej ludzkości, ludźmi złymi będącymi zapewne zwykle przestępcami (jak to się jawi ateistów) to działa na rzecz porządku. Po co więc mu w tym przeszkadzać?

Oczywiście taka jak ten tekst krytyka katolickiej propagandy, domaganie się poszanowania swoich praw i godności, zwykle przez Kościół i katolików są uznawane za "atak na Kościół" i godzenie w wolność do praktykowania religii - najwyraźniej sianie oszczerstw, podżeganie do nienawiści, znieważanie i godzenie w czyjeś prawa jest częścią katolickiej praktyki religijnej. Szkoda, że katolicy nie potrafią zrozumieć, że ateista ma prawo być przeciwko takim "praktykom religijnym", które godzą w jego prawa i godność, a wolność każdego obywatela powinna mieć swój koniec tam gdzie zaczyna się wolność drugiego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

02 lutego 2010

Ateiści zdają się być dziś jednym z większych problemów dla Kościoła. Przedstawiani są jako wrogowie ludzkości, "cywilizacja śmierci", podludzie, społeczne szkodniki. Dlaczego tak jest?

Ateiści zazwyczaj nie mają mentalności związanej doktryną jak wyznawca religii (nawet własnowierca ma często religijne naleciałości światopoglądowe). Walka o umysły ludzi całkowicie inaczej wygląda, gdy walczy się z ideą innego boga (którego zawsze można mniej lub bardziej absurdalnym argumentem ukazać jako fałszywego) a inaczej z jego całkowitym brakiem. Ateistów więc trudno nawracać a sami oni mogą wprowadzać wiele wątpliwości w wyznawcach religii. Walcząc o swoje prawa przyczyniają się także do zmniejszenia wpływów i autorytetu Kościoła. Dodatkową bolączką dla kleru jest być może to, że ateista nawet nie jest "własnością" konkurencyjnej religii, a będąc wolnym jednocześnie nie może się stać "własnością" Kościoła.

Kościół wzniecał strach i przygarniał do siebie ludzi różnymi absurdalnymi wymysłami. Nic więc dziwnego, że w walce z ateistami nie zachował się lepiej - nie użył merytorycznych argumentów, nie zachował minimum taktu. Tak więc jego metodami tu są: szerzenie propagandy, fałszywych stereotypów, tworzenie podziałów, podżeganie do nienawiści, sianie fałszywych informacji.

Na tym blogu skomentowałem już kilka co "ciekawszych" tekstów księży odnoszących się do ateizmu i ateistów.

Były teksty księdza Dziewieckiego - który głosił, że ateiści to istoty niezdolne do miłości i wierności, które powinny przepraszać za cudze zbrodnie tzn. zbrodnie komunistów ([-1-], [-2-],[-3-]).

Były teksty księdza Sorkowicza - który starał się ciągle wyśmiewać ateistów i obrzucać ich obelgami ukrytymi w cytatach, powtarzając jacy to z ateistów idioci, zaś z katolików robił ofiary "plujących im w twarz" ateistów oraz antyklerykałów ([-1-], [-2-])

Było też paru księży anonimowych (prowokatora udającego księdza od księdza prawdziwego da się odróżnić - choćby obserwując czas pisania i tematykę).

Ksiądz, który uważał, że każdy kto się z nim, nie zgodzi jest "głupi i pyszny", który najprawdopodobniej w końcu ze wstydu przed samymi katolikami usunął swój blog.

Ksiądz, który głosił, że ateista nie może być dobrym człowiekiem a kto odrzuca Boga, wyrzuca z siebie wszelkie dobro.

Ksiądz, który pisał o tym, że ateizm to wiara w nieistnienie Boga, jawił swój wypaczony obraz nauki jako prawdziwy i ułożył nawet ateistom szyderczą modlitwę za nich samych.

Katolicy często nienawidzą ateistów a księża właśnie tą nienawiść indukują. Starają się ośmieszyć ateistów. Pokazują, że można ich obrzucać obelgami do woli - i jest to moralnie poprawne. Szerzą oszczerstwa i wypaczają wizerunek ateisty - każdy ateista to człowiek bez zasad, komunista, człowiek niezdolny do miłości, agresywny, chcący zwalczać każdego, kto wierzy w Boga. Szerząc antypatię, nienawiść starają się zaostrzyć podziały między ateistami a katolikami czy w ogóle chrześcijanami.

Księża gardzą ateistami lub przynajmniej starają się sprawiać takie wrażenie, by dawać wiernym odpowiedni przykład. Jeżeli gardzą, to dlaczego? Ateiści mogą wprowadzać zwątpienie i stawiać katolików w niezręcznych sytuacjach (brak argumentów), tym samym odbierając księżom autorytet a za tym - władzę nad umysłami.

Ta nienawiść jest podejrzanie powszechna i przejawia się w dość jednolity sposób. Nie może więc to być tylko indywidualna postawa poszczególnych księży - jak to niektórzy sugerują. Postawa Kościoła wobec ateizmu przejawia się w samym katolickim nauczaniu. Już samo odrzucenie Boga jako największy grzech - większy niż morderstwo - budzi niezdrowe sugestie. Jest to nie tylko coś widzianego negatywnie, ale też coś, co według katolickich wierzeń prowadzi człowieka na potępienie.

Prawo kanoniczne, kan. 211 zaś mówi: "Wszyscy wierni mają obowiązek i prawo współpracy w tym, aby Boże przepowiadanie zbawienia rozszerzało się coraz bardziej na wszystkich ludzi każdego czasu i całego świata". Katolik więc jest zobowiązany i ma moralne prawo narzucać się ateistom (nigdzie nie sprecyzowano gdzie kończą się granice tego "rozszerzania") celem ich nawrócenia. Czasem mógł nawet zwalczać ich, by nie prowadzili ku zwątpieniu innych (czym Tomasz z Akwinu usprawiedliwiał nawet zabijanie).

Media katolickie, jeżeli piszą o ateistach, to zawsze w tym samym tonie - z wyrazami pogardy, pełne oszczerstw, fałszywych informacji, zniekształceń itp.

Wystarczy poczytać choćby takie artykuły jak:

"Nowy kulturkampf" Łukasza Kaźmierczaka (Przewodnik Katolicki);

"Wiara w niewiarę" Franciszka Kucharczaka (Gość Niedzielny);

"Ateizm, czyli urojona wizja człowieka" wspomnianego już księdza Marka Dziewieckiego (Przewodnik katolicki);

"O ateizującej depolonizacji" księdza Czesława Bartnika (Nasz Dziennik) - gdzie można przeczytać, że ateizm jest zagrożeniem dla polskości;

"Agresja ateistyczna" Jerzego Roberta Nowaka (Nasz Dziennik), gdzie mowa m.in. o Hitlerze jako ateistycznym ludobójcy;

"Państwo dla niewierzących?" Anny Paluch (Gość Niedzielny) gdzie potępia się ludzi, którzy chcą by w Irlandii ateiści mogli migli zostawać oficjalnie np. sędziami i składać niereligijną przysięgę (gdyby ateista chciałby zostać sędzią, to już w przysiędze musiałby oszukiwać powołując się na Boga);

"Życie wielostronnie zagrożone" ks. Jerzego Bajdy (Nasz Dziennik) - gdzie ateiści przedstawieni są jako ludzie niemyślący, którzy być może "marzą o złączeniu się ze światem zwierząt, ponieważ zwierzęta nie myślą";

"Jak trudno uwierzyć w rozum" - także Jerzego Bajdy (Nasz Dziennik), w którym mowa o tym, iż "(...) rząd powinien wypracować integralną i długofalową strategię, mającą na celu definitywne wyzwolenie Polski od hańbiących pozostałości komunizmu, socjalizmu,ateizmu, nihilizmu moralnego i innych obrzydliwości, które są skwapliwie popierane przez pewne urzędy Unii Europejskiej".

Ciekawych rzeczy uczy się o ateistach na lekcji religii. Na stronie Polityka.pl w artykule"WIERZ, boś nie zwierz" podano tego przykład.

"W cyklu podręczników pod redakcją ks. Tadeusza Śmiecha sporo miejsca poświęcono ekumenizmowi, rozumianemu jako szacunek dla innych wyznań i dążenie do przywrócenia jedności chrześcijan, ale bez dominacji jednego Kościoła nad innymi. Dialog z niewierzącymi natomiast zaczyna się od zdania, że „głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga”, okraszonego opowiastką o chłopcu, którego ateizm doprowadził do uzależnienia od narkotyków" (zainteresowanych odsyłam do samego artykułu, gdzie podano też parę innych interesujących faktów).

Sporą rolę w szerzeniu podziałów w Polsce odegrał tu papież, na temat którego propaganda mówi jako o siewcy miłości jednoczącym ludzi na świecie - Jan Paweł 2. Przykładowo w encyklice Centesimus annus jawi on ateizm jako pogląd prowadzący w nieunikniony sposób do budowy systemu komunistycznego, systemu odrzucającego godność osoby ludzkiej, traktującego ludzie jako kolektyw (co ciekawe JP2. nie zauważa tu, że sam traktuje ateistów jak kolektyw ujednolicając ich postawy i poglądy). W wizji JP2. ateista to marksista, ateizm w nieunikniony sposób prowadzi do właściwego dla komunizmu traktowania społeczeństwa, do socjalizmu itp.

"Jeśli zapytamy dalej, skąd bierze się ta błędna koncepcja natury osoby i „podmiotowości” społeczeństwa, musimy odpowiedzieć, że pierwszym jej źródłem jest ateizm. (...)

14. Te ateistyczne korzenie decydują też o wyborze środków działania właściwym dla socjalizmu, który zostaje potępiony w Rerum novarum. Mamy tu na myśli walkę klas."

Ateizm według JP2. ma także prowadzić do tego, że człowiek porzuca kierowanie się słusznością sprawy i prawem a staje się troglodytą używającym głównie siły:

"Walka klas w znaczeniu marksistowskim oraz militaryzm mają zatem te same korzenie:ateizm i pogardę dla osoby ludzkiej, które dają pierwszeństwo zasadzie siły przed zasadą słuszności i prawa."

JP2. ogólnie błędnie traktuje ateizm - jako jakąś ideologię, na której można zbudować doktrynę. Sugerują to słowa mówiące o tym, ze ateizm jest źródłem czegoś. Niestety, na braku wiary w coś nie można zbudować systemu. Niektórzy przyczepiliby się, że ateizm jest tak wiążący, bo brakuje ateistom np. katolickiego podejścia do człowieka. To jednak też błąd. W takich sytuacjach ateizm działa tak samo jak teizm zakładający istnienie bezosobowego, obojętnego na wszystko boga. JP2. więc całkowicie wypacza na potrzeby swojej propagandy, pojęcie ateizmu.

Politykę ewangelizacji prowadzoną przez Kościół JP2. także w tej encyklice usprawiedliwił:

"Głosząc człowiekowi Boże zbawienie (...) Kościół przyczynia się do ubogacenia godności człowieka. Nie może on nigdy zaniechać spełniania swojej religijnej i transcendentnej misji dla dobra człowieka, chociaż zdaje sobie sprawę, że jego dzieło napotyka dziś szczególne trudności i przeszkody. Oto dlaczego podejmuje wciąż nowymi siłami i nowymi metodami ewangelizację, która ma na celu rozwój całego człowieka."

Podejście JP2. do ateizmu obrazować mogą też słowa wypowiedziane 11 września 1984 roku w Montrealu, z których wynika, że ateizm to scjentyzm i materializm i chrześcijanin nie może pozostawiać dla niego miejsca w świecie:

"Wobec zachwianego systemu wartości chrześcijańskich, w sprawach zasadniczych, takich jak: zmysł i poczucie Boga Żywego, przyjęcie Ewangelii Jezusa Chrystusa, zbawienie przez wiarę, sakramenty Eucharystii i pojednania, sens ludzkiej miłości w małżeństwie, teologia ciała, szacunek do życia, solidarność z potrzebującymi - Kościół, a w nim biskup, kapłan, każdy chrześcijanin, nie może zgodzić się na milczenie; nie może ustąpić i usunąć się w cień, pod pretekstem, że trzeba zostawić miejsce dla pluralizmu prądów ideowych, z których wiele przenikniętych jest scjentyzmem, materializmem, czyli ateizmem".

Wiszący w miejscach takich jak państwowe szkoły krzyż, też ma szerzyć podziały. Umieszczony w centralnym miejscu tuż obok godła krzyż w instytucji państwowej sugeruje bowiem, że jest swoistym symbolem państwa. Państwo to zaś, z racji oznaczenia go obok godła, krzyżem - musi być katolickie. W ten sposób polskość jest bezpośrednio utożsamiana z katolicyzmem a Polak z katolikiem. Budzi to taka reakcję, że katolicy traktują państwo jak wyłącznie swoją własność. Ateista zaś - choć też Polak, mieszkaniec tego kraju - musi się czuć w Polsce jak gość, osoba gorszej kategorii, wyjęta spod pewnych praw i godności. To właśnie m.in. taki krzyż powoduje, że gdy np. sprzeciwiam się wydawaniu pieniędzy publicznych na kolejny przywilej dla Kościoła, budowę kolejnej świątyni czy pomnika papieża, katolik reaguje słowami: "jak się nie podoba to won z tego kraju".

Poprzez długotrwałą dominację Kościoła i jego uprzywilejowanie, jego propaganda zarówno rozpowszechniła w społeczeństwie wizerunek ateisty jako kogoś złego, jak i umocniła autorytet Kościoła wraz z wizerunkiem obrońcy moralności i sprawiedliwości.

Przez to, katolickie podżeganie do nienawiści jest społecznie akceptowalne czy niezauważane, a nawet polskie prawo jest w tym miejscu martwe. Wszak jeżeli "obrońca moralności i dobra" walczy z wrogami państwa czy nawet całej ludzkości, ludźmi złymi będącymi zapewne zwykle przestępcami (jak to się jawi ateistów) to działa na rzecz porządku. Po co więc mu w tym przeszkadzać?

Oczywiście taka jak ten tekst krytyka katolickiej propagandy, domaganie się poszanowania swoich praw i godności, zwykle przez Kościół i katolików są uznawane za "atak na Kościół" i godzenie w wolność do praktykowania religii - najwyraźniej sianie oszczerstw, podżeganie do nienawiści, znieważanie i godzenie w czyjeś prawa jest częścią katolickiej praktyki religijnej. Szkoda, że katolicy nie potrafią zrozumieć, że ateista ma prawo być przeciwko takim "praktykom religijnym", które godzą w jego prawa i godność, a wolność każdego obywatela powinna mieć swój koniec tam gdzie zaczyna się wolność drugiego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Temat jest zablokowany i nie można w nim pisać.

  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies.